<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="O Irenie Gnoińskiej">
<author_1="O. B.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="9">
<date="1951-09-16">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Czy to coś dziwnego — mówi Gnoińska — że sklepy nie mogą nadążyć ze sprowadzaniem cukru, skoro nagle wszystkie gospodynie się nań rzuciły. Słuchają głupich plotek — to i mają za swoje. Wchodzi dziś na przykład do sklepu — po długim staniu w kolejce — jedna kobieta. Żąda 5 kg cukru. — Na co pani tyle cukru? pytam. Ileż pani ma dzieci? — Sama tylko ze starym jestem — odpowiada, ale przecież cukru nie będzie, to chce go mieć w domu. — Po co w te bajki wierzyć, tłumaczę, cukru w kraju jest pod dostatkiem. Ale jeśli każda gospodyni w ciągu jednego tygodnia kupić będzie chciała tyle, ile zwykle kupuje w ciągu miesiąca, czy kwartału, to nic dziwnego, że zapasy w magazynach się wyczerpią i trzeba będzie czekać na dostawę z dalszych składów. Ciekawe, mówię dalej, za co też żyć będziecie do następnej wypłaty, jeśli teraz taką dużą sumę wydacie na zbyteczne zapasy, na cukier, na mydło i inne. Kupująca zawahała się — opowiada Gnoińska — pomyślała nieco. — Rzeczywiście — pieniędzy ledwo już starczy — mruknęła i wyszła ze sklepu. Za nią wysunęła się reszta kobiet, które przyszły z zamiarem kupienia kilku kilogramów cukru — bez potrzeby — Albo z tym mydłem. — Twarz Gnoińskiej rozjaśnia się wesołym uśmiechem — Czy wie pani, że w Centrali Przemysłu Tłuszczowego cieszono się, że nareszcie będzie można rozładować te olbrzymie zapasy mydła, na jakie już w składach miejsca nie było. Opowiadam o tym nierozsądnym kobietom, stojącym znów niepotrzebnie w ogonku. Raz to mi się doskonale udało — mówi Irena Gnoińska. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
